• Wpisów:32
  • Średnio co: 97 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 23:30
  • Licznik odwiedzin:24 688 / 3230 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
4 rocznica slubu...a u nas chłod...każdy lezy po swojej stronie łóża...mam dosc takiego zycia, nie czuję milości od niego...za grosz..niewiem czy warto tak zyc..jedynie mój synus mnie trzyma w calosci inaczej rozleciaalabym sie na kawałki...ja wiem, ze rutyna, codziennosc to normalne, ale ja juz chyba nie potrafie walczyc...sama nie dam rady..tylko co dalej...co z nasza rodziną, czy to juz tak ma wygladac?
  • awatar Dla Ciebie ♥: Nie poddawaj się każdy ma złe chwilę spokój z nim porozmawiać co cię męczy albo po prostu przybliż się do niego pytul pocałuj i może samo wyjdzie weź go w obroty
  • awatar Perfekcyjna niedoskonałość: Skoro go nie kochasz i się z nim męczysz...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
oddalamy sie od siebie, nie potrafie juz nawet z nim rozmawiac, ciagle sie klocimy, on do mnie opryskliwie sie odzywa jak przez to nie jestem dluzna i tak w kołko, nikt nie chce przystopowac, czuję sie lepiej jak jest w pracy, zaczyna mnie draznic jego towarzystwo, ciagle sie zastanawiam o co tym razem sie przyczepi, co tym razem powie, zeby mnie zranic, w zlosci czlowiek mówi straszne rzeczy i trudno je pozniej wymazac z pamieci. Moze to brak namietnosci tak na nas wplywa, od lutego nic miedzy nami nie bylo, bo ciąza, pozniej połóg. Sama nie wiem. Myslalam, ze dziecko jeszcze bardziej nas zblizy a jest zupelnie na odwrót. Dlaczego?
 

 
dzien za dniem ucieka, nadchodzą zimowe wieczory, lubie zimę, ale białą. Spędzam ogrom czasu z moim 3 miesiecznym synkiem, jest cudowny, kocham go najmocniej na swiecie, ale Damianowi nadal trudno przychodzi bycie tatą...przez to, ze wedlug mnie nie wykazuje duzej asertywnosci duzo sie klocimy, niewiem moze powinnam odpuscic, przecież nie ma doskonałym ojcow, moze za duzo od niego wymagam. Choc i tak jest o wiele lepiej niz na poczatku, ale i tak nadal chce spedzac wiecej czasu poza domem niz z nami. Ciągle cos wymysla,zeby sie wymknac, ale z drugiej strony nie chce go na sile ciegle trzymac w domu, chce zeby mial czas sie zrelaksowac, tylko szkoda, ze ja na to nie mam czasu i mnie chyba jemu nie jest szkoda...
 

 
Moj Maluszek przyszedl na swiat 11 wrzesnia Ma juz 7 tygodni, jest kochany, sliczny, slodki, moglabym go calowac i calowac , nie mozna opisac nadmiaru uczuc jaki mi teraz towarzyszy. Milosc rodzica do dziecka jest ogromna, nie mozna jej okreslic jaka jest duza, jet poprostu wieczna nie przeszkadza mi nawet nocne wstawanie, w przeciwienstwie do Damiana...na początku bylam załamana jego podejsciem, zaczelo sie juz jak bylam w szpitalu, w dniu porodu byl ze mna, ale na drugi dzien przyjechal ledwo zywy, po pepkowym, w kolejny dzien to samo, nie dalo sie z nim dogadac, a w dzien kiedy wychodzilismy do domu, musialam na niego czekac , bo telefon mial wylaczony i nie bylo z nim kontaktu, rodzice moi przyjechali do szpitala i musielsimy wszyscy na niego czekac, bylam starsznie zla. Gdy weszlismy do domu zwariowalam po raz kolejny...balagan..(choc twierdzil, ze posprzatal)dobrze , ze mama byla z nami to duzo mi pomogla przez pierwszy okres. w Kolejny dzien przyszedl kolega i zaczeli pic whysky, co mnie znowu zdenerwowalo, bo mały plakal tata zero reakcji, w koncu poszedl odprowadzic kolege i wylodowali na piwie, nie wytrzymalam juz i rozryczalam sie na maksa. Do dziecka prawie nie podchodzil, chyba ze dalam mu na sile...teraz juz sie troche zmienilo, zostalismy sami bez mamy, bo wyjechala i zaczal czesciej zajmowac sie synkiem, ale dalej mnie denerwuje kiedy go prosze by sie nim zajal a słysze: zaraz...nienawidze tego slowa. Czekam cały czas , az ta milosc która ja darze naszego synka zagosci też w jego sercu, mam nadzieję, ze tak będzie...
  • awatar Czarna...: dzieki, tez taak myslalam, facetom moze przychodzi to trudniej. w koncu kobiety przez 9 miesiecy nawiazuja więz z malenstwem...albo czasem trafia sie na malo dojrzalego faceta, czas pokaże.
  • awatar Mary Jane.: A co do twojego partnera to musi mu minąć, niemożliwe jest, żeby nie stracić głowy dla takiego małego cuda : )
  • awatar Mary Jane.: Super, niech mały się chowa jak najlepiej !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
We środę prawdopodobnie mam cesarkę...boję się trochę tego wszystkiego...czy damy radę?? szaaał, wszystko się zmieni, az nie ogarniam chyba jeszcze tego do konca..ale cieszę się bardzo.
 

 
jeszcze troche i Mateuszek bedzie z nami Juz nie mogę sie doczekac...tych malych rączek i stopek i kupek
 

 
i znowu tu jestem....czytam tak sobie co tu kiedys nabazgrałam i smiac mi sie chce ze wspomnień, mialam chęć wykasowac to, ale kiedyś może znowu sie trochę posmieję Tak poza tym, to spodziewam sie dziecka synka... juz nie dlugo, pod koniec wrzesnia, ostatnio trochę sie pcha na swiat szybciej , ale mam nadzieję, ze posiedzi tam ile trzeba. Juz nie mogę sie doczekac jak to będzie, trochę się boję, ze wiekszosc bedzie na mojej glowie, ale mysle ze dam rade, gorzej bedzie jak wroce do pracy. Damian jak narazie nie wykazuje eufori, chyba jeszcze do niego nie dotarlo jeszcze , ze bedzie tata i korzysta z urokow lata, co czasem mnie denerwuje. Choc staram sie zrozumiec myslenie faceta to czasem nie daje rady zrozumiec. Nie wiem czy to hormony czy rzeczywiście mój mąż nie ogarnia jeszcze tego co bedzie za chwile, może dlatego stad moj lęk i żal. Niby czasem sie stara, ale mam wrazenie , ze zawsze kiedy to robi chce czegos wzamian. Czy Wy kobiety też tak mialyscie ze swoimi mężami?? mam nadzieję, ze jak synuś sie pojawi na swiecie jakos wydorośleje.
 

 
upragniony weekend! jeszcze tydzien i urlop.... w koncu dwa tygodnie razem...całe dnie i noce
 

 
Siedzę w domu sama, Damian ma spotkanie z pracy przy piwie...ostatnio mało czasu spędzamy razem i nie podoba mi się to...Jakies dziwne mysli chodzą mi po głowie, nie wiem czy to intuicja czy moja głupota...ale tak zaczełam czytac to co napisalam wczesniej i musze powiedziec, ze chyba szybciej zaczełam narzekac, mialo byc za 10 lat. Moze to wynika z tego, ze chiałabym , by Damian częsciej mówil mi co czuje, a niestety tak nie jest, sztuka rozmowy z mężem wcale nie jest taka prosta. Może my, kobiety za duzo wymagamy, a pozniej są tylko rozczarowania...Ale z drugiej strony chyba to, ze chce byc kochana i chce to czuc nie jest az takim duzym wymaganiem??? Trochę się czuję samotna, nie wiem czy to ja sie oddalam od niego czy on ode mnie, chyba z moją psychiką cos jest nie tak, wiem, ze wynika to z pprzednich lat, z poprzednich zwiazków, ciagle byłam oszukiwana, az w koncu sama zaczełam oszukiwac, teraz doszukuje się w moim związku kłamstw, moze wcale ich nie ma...Boję się, ze przez te kontrole i głupie przytyki zepsuje to co mam...ale ciągla mam wrażenie, ze cos jest nie tak, coś się zmieniło...
  • awatar Fajne ciuchy w dobrej cenie.: Witaj ! Sprzedaję ciuchy na http://taniosprzedam.pinger.pl/ . Mam do sprzedania m.in. kurtkę jeansową, sukienki, bluzę bejsbolówkę i wiele innych. Serdecznie zapraszam Cię na mojego bloga :)
  • awatar Gość: Rozmowa z bliskim zawsze jest trudna jednak należy porozmawiać o tym gdy tylko znajdzie się okazja.. powiedz mu czego oczekujesz, że chcesz być kochaną tak jak kiedyś.. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
i po weekendzie...ten czas to zbawienie..jak ja sie cieszę, ze nie pracuje w weekendy.Wspołczuje wszystkim którzy nie maja wtedy wolnego... Czeka mnie ciężki tydzien...kolezanka na urlopie...mnie tez by sie przydal, od prawie roku nie bylam na urlopie, tylko sporadycznie na L4, ale jak sie choruje to co to za odpoczynek. Marze o tym, by sie wsypac za wszystkie czasy...jak ja uwielbiam spac na wygodnym łózeczku w ukochanych ramionach .... tylko, ze mój mąż ostatnio zasypia w drugim pokoju przed telewizorem....czyżby znudziło mu sie nasze lóżko??
 

 
i juz niedlugo minie rok po slubie....za miesiac mamy rocznice, mamy juz mieszkanko w ktorym mieszka nam sie swietnie, firanki w oknach zmieniam srednio raz na miesiac wpadłam w manie kupowania firan...i zainspirowal mnie kolor fioletowy.
 

 
To znowu ja, nie wierze, że jestem juz Żoną Niedawno minęly 2 miesiące odkąd jestesmy małżenstwem, mam nadzieje, ze cale zycie bedzie jak te dwa miesiace spedzilismy razem pierwszą wigile Swiat Bozego Narodzenia ostatnimi czasy wspolnie szukalismy mieszkania, az w koncu nam sie udało...teraz tylko, zeby w banku wszystko wyszlo tak jak trzeba i bedziemy miec wlasne 4 kątyMamy nawet klucze, ale nie spieszymy sie z przeprowadzką, bo nigdy nic nie wiadomo...ale korci mnie, zeby przeniesc sie jak najszybciej, juz widze oczyma wyobraźno nasza sypialnie, salon, kuchnie...a pozniej pokój dziecinny w końcu moje zycie jest takie jakie chcialam zeby bylo, marzylam o takiej milosci, nie wiedzialam , ze faceci romantyczni jeszcze sa na tym swiecie, ale Mój Mąz jest tego przykładem, to najwspanialszy mężczyzna na swiecie, mogę na niego liczyc zawsze i wszedzie...wiem, ze kobiety zaraz po slubie zawsze tak mówia, zobaczymy co bede mowic za 10 latw razie w , ten portal moze bedzie jescze istnial, wiec bede to czytac i pzypominac sobie jaki był
 

 
I mamy wtorek 12 paż☺dziernika 2010 roku...jeszcze 11 dni do mojego slubu, nie moge sie juz doczekac i uwierzyc, ze to się dzieję naprawdę...Nigdy nie byłam tak szczęśliwa, będąc w poprzednim związku, który trwał 8 lat nie czułam czegos takiego, moze na początku, ale wtedy miałam 18 lat i tez inaczej przeżywało sie miłośc, mysłalam, ze to ten jedyny, na zawsze...ale wiem, ze dopiero teraz znalazłam swoją połowke...Także przestrzegam wszystkie dziewczyny, jesli macie faceta, który jest po świezym rozsatniu, dajcie mu czas i szanse, ja chwilami myślalam, ze to juz koniec, ze dluze nie dam rady, mysli ciągle kręciły sie wokół niej, czy dalej cos do niej czuje, a co bedzie jak ja spotka, a co jesli bedzie chiała do niego wrócic...zwariowac mozna...Jesli macie porzadnego faceta, bez obaw, nie macie sie czego bac...Moj Damian potrzebował duzo czasu i troche trzeba było nim potrzasnac, zeby sie ocknął, bo inaczej by mnie stracil, ale nie załuje, teraz czuję, ze to mnie kocha całym sercem i ze wszystkie inne kobiety to byla pomyłka, ze to mnie szukał przez całe zycie. tak własnie sie czuję...
 

 
Hej...to znowu ja...nie bylo mnie tu dawno...duuuzo w moim zyciu się zmieniło...bardzo duuuzo sie wydarzylo, ale opowiem jak będę miala natchnienie....ale póki co pochwalę sie nowina dzisiejszą...mamy już date slubu...23 pażdziernik....moje obawy juz są rozwiane...
 

 
jest sobotnia noc, a ja nie mogę spac...Damian juz drzemie, a ja slucham nostalgicznej muzyki i popijam piwo z puszki, niezbyt to do siebie pasuje, ale mam na to ochote. Ostatnio mam wątpliwości co do mojego związku, trochę sie wydarzylo i nie wiem co mam o tym myślec. Pewnie inna na moim miejscu juz dawno by się wyprowadziła, ale ja chce wierzyc, ze to co jest miedzy nami jest prawdziwe...
Musiałam wyjechac na jakis czas do rodziców, po powrocie znalazlam w domu na naszym lozku kolczyki...uslyszlam niewiarygodną historie, ktorej nawet nie chce mi sie opisywac, ale chcialam w nia uwierzyc, więc uwierzylam, ale czy jest prawdziwa juz sie pewnie nie dowiem nigdy. Myślalam, ze go znam i mogę mu ufac, ale zawiódł mnie bardzo i teraz nie wiem czy bede w stanie zaufac mu ponownie, nawet juz zapomnialam o jego bylej dziewczynie o ktora bylam podswiadomie i swiadomnie zazdrosna, ale teraz mam obawy.... Zrobilam cos glupiego i mając możliwosc zajrzenia w jego prywatnosc zajrzalam i przeczytalam jego stare wiadomosci do niej...zdalam sobie sprawe, ze on ja naprawde kochal i mnie chyba nigdy tak nie pokocha. Przeczytalam slowa, których do mnie nigdy nie wypowiedzial, ani nie napisal i pewnie nigdy ich nie uslysze. Teraz zaluje, ze bylam tak ciekawa i w ogole tam zajrzalam, wolalabym nigdy tego nie przeczytac, nie wiem skad we mnie tyle nieufnosci nagle sie zrodzilo, ale teraz jest mi jeszcze gorzej. Chce wierzyc, ze jest wobec mnie szczery, ale ciagle mam w glowie te ostatnia historie, a do tego jeszcze te słowa pełne miłosci, ktore były wypowiadane zaledwie kilka miesiecy temu, przeciez taka milosc tak szybko nie wygasa, więc dlaczego jest ze mną...? zawsze chciałam, by ktoś kochał mnie tak jak on kochał ją, nigdy nikt nie mówił do mnie tak jak on mówił czy pisal do niej, gdyby to nie był mój facet, pewnie bym sie wzruszyła t pełnią miłosci i obietnic, ale wiedzac, że pisz to do innej kobiety bardziej mnie przygnebilo niż wzruszylo...Mineło juz kilka miesiecy a ja ciagle sie boję, że potrzebuje mnie własnie po to , by zapomniec...ale ciągle mu sie to nie udaje...
 

 
pochorowałam się , jestem na 10 dniowym zwolnieniu, ale przynajmniej odpoczne sobię trochę. Byłam u rodziców cały weekend, ale nie wytrzymalam juz i przyjechalam do "naszego" mieszkanka. Teraz siedze sama, bo Damian wróci dopiero wieczorem, ale idzie jeszcze na lekcje tanca, wiec za bardzo sie nim nie naciesze dzis, zreszta jestem zla na niego... Nie wiem czy mam racje...Niedawno usłyszalam od niego, ze moge robic co chcę i chodzic gdzie chce, bylebym trzymala sie zasad, nie wiem czy to dobry układ, wolalabym zeby czasem okazal, ze jest o mnie zazdrosny, bo tak sobie mysle, ze zezwalajac na wszystko swojej dziewczynie to tak jakby nie zalezalo na niej i niech sobie robi i idzie gdzie chce....Moze sobie wkrecam, jak zazwyczaj...nie wiem. Malo tego ,zapisal sie z pracy na kurs tanca i tanczy nie ze mną, ale ze swoja młodą kierowniczką, bo nie umial jej odmowic, ok, zgodzilam sie, ale nie wiem czy dobrze zrobilam, staram sie byc tolerancyjna, wiem ze czasem zachowuje sie egoistycznie, powinnam mu troche zaufac, czyzby to zazdrosc przeze mnie przemawiała?


Poza tym włąsnie Sylwester minął i bawilismy sie naprawde dobrze, bylismy w regionach Damiana, w takiej restauracji do ktorej zaprosil nas jego kolega, pojechalimsy z moja siostra i szwagrem , bylo 140 osob, troche ciasno, ale bawilismy sie swietnie, orkiestra juz przestala grac, a my dalej tanczylismy Tak narzekam, a nie zamieniłabym go na innego
 

 
Swięta święta i po świetach, znowu praca Niezbyt jestem zadowolona z tej pracy, chodzę jakas zestresowana, nie wiem czemu, podobno początki są najgorsze, mam nadzieję, ze ogarnę jakoś to wszystko. Jeszcze dwa dni i Sylwester i trochę wolnego, najbardziej ubolewam na tym, ze w czasie kiedy szkoły mają wolne ja nie mam dojazdu do pracy i muszę dojezdzac od rodziców, więc nie widzę się z Damianem. Mieszkamy razem już od prawie dwoch miesięcy, bardzo za nim tęsknie jak go nie ma, nawet trudno mi zasypiać bez niego. Ale jeszcze dwa dni i będziemy razem, między nami rożnie bywa, nie kłocimy się, ale nadal nie usłyszalam od niego , ze mnie kocha, więc ja tego też nie mówie, choć wiem, ze tak jest. Czasem mam zal do niego, bo nie wiem tak naprawde co do mnie czuje, ale twierdzi, ze nawet nie sądził, ze tak to odbieram, i gadaj tu z facetem, jak nie powiesz mu wprost co cie boli to nigdy sie nie domysli, wiec teraz probujemy zmienic to co było nie tak. Jak narazie trochę zwariowalam na jego punkcie...
 

 
W koncu weekend Pracuje juz caly tydzien Ranne wstawanie jest do bani, nie moge się przestawic, do tego dojazdy mnie wykonczą, dojezdzam pociągiem z jednego do drugiego miasta a stamtąd samochodem na miejsce, z powrotem róznie to bywa...kupe kasy wydam na dojazdy. Ale dzieciaki są fajne,tylko jak placzą to zaczynam się denerwowac, bo nie wiem za bardzo co robic, ale jakos daje rade, teraz czeka mnie pisanie planow rocznych, miesiecznych itd...ciezko bedzie.
Poza tym, nie mam narazie mieszkania, więc mieszkam u brata, ale wcale mi sie to nie usmiecha...Damian coś ostatnio zasugerowal, zebysmy razem coś wynajeli, tylko ma obawy, ze to moze za szybko...ale sprawa ucichła, narazie nic więcej na ten temat nie mowi. Ja tez się boję, bo to w koncu powazna sprawa i nie chce się rozczarowac, ale z drugiej strony chcialabym sprobowac. Denerwuje mnie w nim to, ze czasem mało uczuc mi okazuje, ja uwielbiam byc przytulana i calowana na kazdym kroku, a on jakos oszczedza na tym. Jak jestesmy sami to jest wporzadku, ale jakos publicznie chyba nie lubi okazywac uczuc. Zdarza mu się to, ale rzadko, dobrze, ze chociaz jak idziemy to nie idzie dwa metry przede mną musze go nauczyc większej wylewnosci, bo jak tak sie zachowuje to mam wrazenie, ze nie zalezy mu na mnie, choc wiem, ze tak nie jest.
W ogole wczoraj mialam wolne mieszkanie i Damian u mnie zostal,w koncu mogłam sie do niego przytulic, teraz widujemy sie czesciej, prawie codziennie, jak Damian wychodzi z pracy to spotykamy sie chociaz na godzine, a wczoraj musielismy sie sobą nacieszyc, dawno nikogo tak nie pragnęłam jak jego... cała noc była nasza Teraz tylko siedze i wspominam z usmiechem na twarzy wczorajszą noc. Nie sądziłam, ze tak bardzo zacznie mi na nim zalezec, ciesze się, że poznalam takiego człowieka.
 

 
I dzien zleciał...wracając do zdarzeń z wczorajszego wieczora, zeby utrzec nos Damianowi cały dzień mówiłam sobie, ze jak zadzwoni powiem mu, że jestem dziś zajeta i niestety nie możemy sie dzis spotkać, ale jak to bywa...zmiekkłam i nici z moich planów...Wziełam pod uwagę to, że i tak sie rzadko widujemy, więc dlaczego przez chęć zrobienia mu na złośc marnowac dzisiejszy wieczor, tym bardziej, ze dostalam dzis rewelacyjną wiadomosc, przyjęli mnie do pracy!!! Jadę w poniedzialek podpisac umowe i od czwartku zaczynam I żegnaj nadmorsko mieścino...
 

 
I całe przygotowania na nic!!! Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem facetów!!! Dzwoni i stawia mnie juz przed faktem dokonanych, ze jest juz u siebie w domu i nie przyjedzie dzis do mnie, bo kolega przyjechal z daleka tylko na dwa dni i jezeli dzis sie nie spotkają to nastepne spotkanie bedzie nie wiadomo kiedy...i bądź tu mądrą.. krzyczec, lametować, czy wejść w psychike faceta i powiedziec, ze nic sie nie stało? Wybrałam tę druga opcję, wie, ze jest mi przykro, przeprosił i drzącym głosem tłumaczył dlaczego wybrał spotkanie z nim nie ze mną. Jako kobieta jestem rozczarowana, bo my zapewne wybrałybyśmy spotkanie z facetem a nie z kumpelą, choć, gdybym to była sytuacja podbramkowa i by przyjechala moja kumpela, której nie widziałam długo to może i bym zrobiła to samo...Nie zmienia to faktu, że i tak znów na podobną sytuację zareagowałam w stylu: nic się nie stało, zobaczymy się jutro...oczywiscie w głosie było słychac, ze jest mi przykro, ale na pytanie czy jestem mocno zła, odpowiadam, nie..tylko mysłalam, ze się dzis zobaczymy...ech..kobiety i ich "nic się nie stało"...
 

 
Wybrałam się dziś do lasu na grzyby, początkowo, chodziłam i chodziłam a tu grzybów ni widu ni słychu, ale po półtorej godzinie przytargałam prawie całe wiadro.
Tak z innej beczki, co chwila biegam do lazienki na siku Juz mnie to drazni, bo co chwila mi sie chcę, a leci jedna kropelka!! chyba mam jakies zapalenie...Tylko od czego??
Druga inna beczka...Damian, jutro ma przyjechac do mnie a ja mam zapalenie...
Poza tym życie płynie, niedługo kolejny miesiąc sie rozpoczyna, a ja dalej nie mam wiadomosci dotyczących pracy...Chyba w czwartek zadzwonie do gminy i zapytam czy juz coś wiadomo, bo w koncu nie zdąże sie przygotowac, jak zadzwonią dzien albo dwa przed...
 

 
Grill się udał...teraz muszę uzupełnic brak magnezu i innych witaminek, bo słaba jestem...
Impreza zapowiadała się niezbyt hucznie...wynajelismy drewniany pietrowy domek, poczatkowo nie było nas zbyt wielu, dopóki nie nadjechał nasz wspaniały brat z już dobrze wstawioną ekipą, zrobilo się dosc glosno i dość wesoło. Nie miałam jakoś dnia do picia, więc musiałam oszukiwac i piłam kieliszek na kilka razy czego efektem bylo to, ze byłam najtrzeźwiejsza z towarzystwa i jakos trudno sie dogadac pijanemu z trzeźwym ...Damian dojechał do nas dopiero wieczorem, ale najwazniejsze, ze w ogole był...Wydaje mi się, ze był w szoku...chyba nie bywał na wielu takich imprezach. Rano wpadła do naszego pokoju Aga w majtkach i jej narzeczony z usmiechem na ustach i tekstem: Tak się bzykaliscie, ze myslelismy, ze wpadniecie do naszego pokoju!(troche poszalelismy, nie zdazyłam zasnąć juz mnie budził az w koncu skonczyło sie na tym, ze łóżko sie popsuło i runęło na deski, wcale się nie dziwię, ze cały domek zadrzał i wszyscy nas slyszeli ) biedny Damian nie był przygotowany na taka bezposredniość Poza tym chyba, był zestresowany, ze zaraz zaczną nas poganiac i sciagac z nas kołdre, a my bylismy nadzy Gdy wyszli, przez kilka minut w ogole sie nie odzywal, po chwili stwierdził, ze rzadko bywa na tak grubych imprezach, ze kazdy jest taki bezposredni i uzywa ostrych zartów i riposty...Szczerze to bałam się, ze sie wystraszy, jak zobaczy jak sie bawimy, gdy nasza ekipa jest w komplecie, ale chyba nie było najgorzej, ja bynajmniej trzymałam fason, gorzej było na drugi dzien, zaczynajac od piwa Poza tym impreza była pozytywna
 

 
Jak zwykle, w gorącej wodzie kąpana i wysuwająca pochopne wnioski...zadzwonił, ze uda mu sie dojechac, ze do wieczora powinien się wyrobic, spóźni się, ale będzie
 

 
W południe zadzwonił telefon...ucieszyłam się widząc na wyświetlaczu Damian, niestety stwierdził, ze nie ma rewelacyjnych wiadomosci. Zdenerwowałam sie troche, nie...jest mi poprostu przykro, powiedział , ze nie da rady dzis przyjechac, bo to jedyny dzien kiedy moze pozalatwiac zaległe sprawy, oddal samochód do naprawy i jesli naprawią choc tę jedną czesc, to moze dojedzie wieczorem ale ja znam te jego moze i juz teraz wiem, ze nie przyjedzie, chyba ze stanie sie cud... Ale obiecał, ze jak dzis nie dojedzie to bedzie na pewno jutro, tylko, ze jutro to ja bede odsypiac urodziny siostry, poza tym, juz widzę oczyma wyobraźni dzwoniący telefon informujący, ze naprawa się nie powiodła... Zastanawiam się czy to wszystko jest prawdą czy on powoli uświadamia mnie, zebym o nim zapomniała...Choć ustalilismy, ze cokolwiek sie wydarzy mówimy sobie otwarcie... Jestem zła!!
 

 
Obudziłam się dziś o 13.30...musze zacząć kłaść się o wczesnej porze, bo nie wyobrażam sobie jak bede wstawac rano do pracy...Dzwonił Damian, ze nie przyjedzie dzis do mnie, bo jest skonany po pracy, ciezki tydzien...jutro ma go strescic, bo przyjezdza na urodzinowego grilla mojej siostry. Tylko, ze stwierdził, iż, zeby nie przeszkadzac moze wrocic wieczorem do domu...Nie rozumiem czasem jego zachowania, tyle razy mu powtarzalam, ze nie musi sie krepowac i moze zostac nawet na caly weekend, a on ciągle swoje...niby nie chce robic klopotu, moze juz taki ma charakter, z czasem moze sie osmieli i nie bedzie czekal na zaproszenie z mojej strony tylko bedzie przyjezdzal bez uprzedzenia kilkudniowego. Troche zaluje, ze pozwolilam na to, zeby spac z nim w jednym łózku w domu moich rodziców, ale sądziłam, ze to co jest miedzy nami zapowiada sie na coś powaznego, ale teraz sama nie wiem czy dobrze zrobiłam..najwyzej bedzie mi wstyd przed rodzicami pozniej. Ale z drugiej strony, mam swoje lata, nie jestem juz nastolatką.
Więc coż..mam nadzieję, zobaczyc go jutro i przytulic się, bo nie widzielismy sie od niedzieli.
 

 
Wróciłam od Agnes...nie widziałam jej prawie rok...kurcze, dlaczego ona wyjechała tak daleko, z nią świat wydaje sie jakby lepszy Wypiłysmy tequile i wygadałśmy się za "pół czasu" bo jeszcze nie za wszystkie. idę spac, bo chyba jestem lekko wstawiona... Przystopowałam troche z Damianem, ale nie bardzo to stopowanie mi wychodzi...staram się myslec mniej...hehe, zachowuje sie jak nastolatka, ale cóz...milosc nie patrzy na wiek...choc taka stara nie jestem
 

 
Nie mogłam zasnąć dzisiejszej nocy...pod nogami przebiegł mi ogromny pająk! Kurcze, nie widziałam, jeszcze tak ogromnego we własnym domu, wyglądał jak mały ptasznik, brrrr...wypsikalam dzis pokoj srodkiem owadobójczym, mam nadzieję, ze juz nie wróci! A co poza tym...nic, posprzątałam mieszkanie, wywiesiłam pranie, zrobiłam sobie małe SPA i teraz musze sciągnąć jakis program do nagrywania dzwięków, bo mój stracił licencje i jestem wkurzona, bo nagrałabym jakieś nowe piosenki, a tu kurcze nic nie działa. Jak zaczynam spiewać...czas nagle staje w miejscu...nawet znajomi juz wiedzą, ze jak wychodzą ze mna na imprezę, to szukają lokalu, gdzie dostane mikrofon i muzykę
  • awatar AmatorkaMocnychWrażeń: ja już bym nie usnela w tym pokoju :O pająki to moja fobia. to do związku z damianem to cie rozumię. sama jestem w związku na odległość już rok. jest trudno ale nadal jesteśmy razem. warto czekać choćby dla tych kilku chwil razem..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Minęło kilka dni...nadszedł dzien mojej obrony, "Mała" czekała ze mną wytrwale kilka godzin, w koncu uszczesliwiona wyszlam z tytułem magistra Wysłalam smsa do Damiana ze udało się! wrocilam do domu, posprzatałam i poszłam po piwo, uświadomiłam sobie, ze nie mam z kim świetować, bo reszta grupy broniła sie tydzien wczesniej i juz swietowali...Ale wpadła Mała, a jakies pare minut pozniej zapiszczał domofon i wpadł Krystian z Damianem z flaszką pod pachą bardzo sie ucieszyłam, ze o mnie pomysleli... Wypilismy troche i wpadlismy na genialny pomysł, aby pojechac nad morze, wiec duzo nie myslac wsiedlismy w samochód i pojechalismy. Wylądowalismy na plazy, gdzie był tłum ludzi, bo akurat był pokaz fajerwerków, balowalismy do 3, po czym wrocilismy. Krystian ledwo patrzac na oczy trafil do swojej klatki, a Mała i Damian zostali u mnie. Mała poszla spac, bo na 6 miala do pracy,a my usiedlismy i rozmawialismy o zyciu, w koncu stwierdziłam ze chyba pora polozyc się, wiec przynioslam mu posciel i chcialam isc spac do Małej, ale mnie zatrzymal i polozylam się obok niego na kanapie, rozmawialismy jeszcze do 7, Mała zdązyła juz dawno wstac i iść do pracy. W koncu ucichlismy i poczułam jak mocno bije mu serce i nagle moje zaczęło bić podobnie...przytulil mnie i zasnelismy... Po godzinie musial isc do pracy...hehe, dobrze, ze zostawil w pracy garnitur, bo by wystapil w koszulce i krótkich spodenkach
Cały dzień chodziłam zamyslona, myslalam o nim... Wieczorem po pracy zadzwonil i umowilismy sie nad morzem na kolejny pokaz fajerwerków, byłam juz tam ze znajomymi, on do nas dojechal...dosc pozno, bo nie znal tej miejscowosci, bo tak jak ja wynajmowal mieszkanie, tyle ze ja od 5 lat od od kilku miesiecy. Nie nacieszylismy sie dlugo swoją obecnoscia, bo ja nocowalam u znajomych, wiec bylam od nich uzalezniona. Następnego dnia przeprowadzałam się do rodziców, więc zaczeło dzielic na 40 km... W kilka dni poźniej odwiedził mnie z Małą i Krystianem w domu. W koncu napisal czy ja bym go nie odwiedzila, a ze mialam do zalatwienia jeszcze kilka spraw na uczelni stwierdzilam czemu nie...pojechalam, umowilismy sie na wieczor, czułam sie jakbym szła na pierwszą w zyciu randke, czekal juz na mnie na lawce, zaszłam go od tylu i widzialam jak ciagle sie oglądał czy ide Bylam zestresowana, bałam sie, ze nie bede umiala sie zachowywac jak zwykle, wiedzialam, ze to nie jest tylko zwykle spotkanie...poszlismy na piwo, caly wieczor buzie nam sie nie zamykały, dowiedzialam sie, ze miesiac wczesniej rozstal sie z dziewczyną z która mieszkal od kilku miesiecy, oszukala go i strasznie to przezyl...mielismy wspolny temat: ROZSTANIA. Gdy zamkneli nam wszystkie lokale, wylądowalismy u niego,rozmawialismy chyba do 4 rano, stwierdzilismy, ze moge u niego zostac na noc i wtedy sie pocalowalismy po raz pierwszy, wyobrazalam sobie to w bardziej romantycznej scenerii, ale cóż...Kolejny wieczór spedzilismy równiez razem i takze do pozna rozmawialismy. Gdy wyszedl do pracy, nie moglam zasnac z emocji... W koncu nadszedl czas powrotu do domu...
W domu nie mogłam znaleść sobie miejsca, ciagle o nim myslalam... Rozmawialismy duzo na gg, choc on starsznie nie lubi pisac, czułam, ze nie mowi mi wszystkiego, stwierdzil, ze zawsze zbyt szybko sie otwierał i to go gubilo, wiec stwierdzilam ok, potrzebuje czasu, wiec go dostanie...
Rzadko sie widywalismy, ma taka prace ze caly dzien praktycznie siedzi za biurkiem, czasem do 19, albo pozniej, wiec siła rzeczy człowiek czasem nie daje rady..
Do tego musialam wyjechac na dwa tygodnie,ale stwierdzilam, ze to moze nam pomoc, jesli nam zalezy, to dwa tygodnie nic nie popsują...Przyjechal do mnie przed wyjazdem, został na noc i stało się...troche wypilismy i wylądowalismy w łóżku...przestaszyłam się, ze za szybko się wszystko dzieje...odwiozł mnie rano na miejsce i sie pozegnalismy, w koncu pocalowal mnie zegnajac sie, nie podał reki jak zwykle...
Przez te dwa tygodnie, dzwonilismy do siebie dosc czesto. ale zadne nie wrocilo do tego co sie stalo. Mial przyjechac do mnie w dniu mojego powrotu, ale nie odbieral telefonu. Przyjechal Krystian z kumplem, który mial troche za zle Damianowi, ze zaczal sie ze mna spotykac, bo to on chcial. Ale coz serce nie sluga... Zapomnialam dodac, ze wyprowadzil sie z mieszkania ktore wynajmowal i wprowadzil sie do rodzicow na jakis czas i teraz dzielilo nas juz 100 km... Byłam zla, ze tak sie zachowal,zadzwonil wieczorem z przeprosinami, ale powiedzialam co o tym mysle, wiec wsiadl w samochod i byl po jakis dwoch godzinach, wytlumaczyl sie jakos...i wszystko bylo ok. powiedzial, ze mu na mnie zalezy i ze mnie nie oszukuje... Zrezygnowalam dla niego z kolejnego wyjazdu dwu-tygodniowego, bo zreszta wiem, ze sama bym nie dala rady... Spedzilismy fajne lato... Nadal czułam ze cos jest na rzeczy, ze o czyms mi nie mowi, trzymal mnie na dystans i to dalo sie odczuc, nawet wtedy, gdy nie odzywal sie 2, 3 dni, zero smsa, zero telefonu...Ale jak przyjezdzal, to rozwiewal moje obawy...Do czasu, gdy nie wytrzymalam i napisalam, ze cos mnie martwi, ze nie rozumiem, dlaczego tak mnie traktuje, ze jest mi zle, kiedy nie daje znaku zycia, ze nie wiem co mam o tym myslec...i wtedy poczulam, jakbym dostala w twarz... Bałam sie juz wczesniej, ze byc moze nie moze zapomniec tamtej dziewczyny, ale powiedzial kiedys, ze tym co zrobila, jest dla niego niczym, ze nie ma w niej krzty godnosci, ze w zyciu sie tak nie pomylil, ze to byl jego zyciowy bład... Ale niestety był tak zaangazowany w ten zwiazek, ze jeszcze uplynelo zbyt malo czasu, zeby poukladal sobie wszystko w glowie, ze nigdy wczesniej tak nie kochal i nie poswiecal sie dla kogos i dlatego boli go to tak bardzo...zamknał sie w sobie i nie potrafi sie przede mna jeszcze otworzyc, ze nie chce mnie ranic, ze wie ze robi zle, ale robi to nieswiadomie, ze chce to zmienic, chce byc ze mną,ale boi sie zaangazowac, bo drugi raz nie wie jak sobie poradzi, jesli cos nie wyjdzie...staram sie to zrozumiec, ale jest mi przykro, ze tak sie dzieje, wiem, ze byc moze za szybko bym wszystko chciala miec od razu, ale sie zaangazowalam i teraz to ja sie boje, ze sobie nie poradzę jak go stracę. Poprosil o jeszcze jedna szanse, ale nadal czuje, ze są inne wazniejsze sprawy niz ja...Rozmawialismy ostatnio, ze jak oboje sie przeprowadzimy do jednej miejscowosci to bedzie inaczej, ze wtedy bedziemy mogli widywac sie codziennie i wszystko sie zmieni, mam nadzieje, ze tak wlasnie uwaza, bo nie daje juz rady...Tak, zakochałam sie i będę czekać, bo wiem, ze w koncu trafiłam na wartosciowego człowieka, który liczy sie z moim zdaniem i który szanuje mnie.
  • awatar obzerver: że cisie chciało tyle pisać, idź zkolegżankami na pifo albo pouprawiaj seks Czuwaj!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
I nastała noc...Strasznie tęsknie za Damianem, mielismy byc dziś razem, ale niestety zły los znowu zabrał nam ten dzień...(samochód w warsztacie i nie wiadomo kiedy go wyleczą)
Mam dziś dzien wspomnien, więc wrocę do czasu z przed kilku miesięcy...
Maj...piszę prace mgr w bardzo szybkim tempie, bo wlaściwie niedawno się za nią wzięłam. Mój narzeczony, wraca z pracy je obiad i idzie się zdrzemnąć, wstaje wieczorem, je kolacje i kładzie się spowrotem...leży, nie może zasnąć, bo przeszkadza mu moje pukanie w klawiature, wstaje robi mi awanture, ja z nerwami krzyczę lub bez słów wyłaczam komputer idę sie wykąpac, klade sie spac. Kolejne dni są podobne, w tym, ze w czasie kłotni wychodzę do przyjaciółki i spędzam u niej noc lub idę na imprezę. Tak wyglądały wczesniejsze miesiące w tym, ze nie pisałam pracy, tylko wychodziłam z domu, zeby sie nie denerwować i spędzałam czas ze znajomymi, których on nie lubił, piłam, bawiłam sie bez niego, az za nadto się rozbawiłam, ale teraz z biegiem czasu wiem, ze to był sposob na zagłuszenie smutku i tęsknoty za prawdziwym szczęściem, chcialam to zakonczyc, ale sie bałam. Nie raz tak było, rozchodzilismy sie i wracalismy, ale teraz stało sie inaczej...Nie jestem i nie byłam święta, mam swoje za uszami, ale czułam, ze ten związek z kilku względów nie ma szans na dalszą egzystencję. Kochalam go kiedys bardzo, musiałam się sporo napracować, zeby go zdobyć...tak własnie, mam w sobie cos z faceta, nie lubiłam kiedy facet za bardzo za mną biegał...Był moim pierwszym partnerem w łóżku myslalam kiedys ze jedynym. Tkwiłam w tym związku 8 lat, przezyłam, kumpli, cpanie, handel, zdrade... Po tylu latach stwierdzam, ze zaczynam zycie od nowa, zaczynam raczkowac, ucze sie wszystkiego od nowa, nawet rozmów i zasad rządzących w związku. On nie jest złym człowiekiem, poprostu gdzieś po drodze oboje sie zagubilismy i zapomnielismy o celu w zyciu i tym, ze o milosc trzeba dbac i dbac o siebie nawzajem, szanowac się, nam to nie wyszlo...powinnam to wiedziec juz 4 lata temu, ale cóz czlowiek wciąż sie uczy...
W maju stracił pracę, wyprowadził sie do rodziców, 25 km ode mnie, odwiedzał mnie od czasu do czasu,ale nie tęskniłam za nim ani trochę, stwierdziłam, ze odpoczełam psychicznie mieszkając sama, czułam, ze zyje...

CZERWIEC: widzielismy sie moze raz...w koncu nadszedl moment spojrzec prawdzie w oczy, to był koniec tego zwiazku, bez lamętów, zakonczylismy, on jeszcze mial nadzieje, ze wroce za jakis czas, ale w koncu chyba stwierdzil, ze sie mylil, wiec wyjechal do pracy za granice jakis czas temu..

Tydzien przed obroną, był to piatek godzina dosc pozna, akurat ogladalam w telewizji biografie Marylin Monroe, gdy nagle zadzwonił telefon, znajoma ciągnela mnie na piwo do znajomych, po dłuzszych namowach zgodziłam się. Mieli tam byc jeszcze nasi dwaj znajomi, w jednym z nich byla ona zakochana a drugi szalal troche za mną, bez wzajemnosci, ale obawaialam sie ze teraz wiedząc, ze juz jestem wolna bedzie zbyt nachalny. Mała wyszła po mnie, przed lokal i stwierdziła, ze z chlopakami przyszedl fajny kolega z pracy jednego z nich... Weszłam po schodkach, a tam chłopaki juz niezle trafieni, przywitalam sie i podałam ręke nieznajomemu, który okazał sie przystojnym brunetem o imieniu Damian. Szerze nie zrobił na mnie wielkiego wrazenia, ot facet jak kazdy inny, choc przystojny był, musialam przyznac.
Oczywiscie, jeden z kolegów nie odstepowal mnie na krok, ale był juz tak pijany, ze zostala mi jedynie konwersacja z w miare trzezwym czlonkiem ekipy tym czlonkiem okazal sie nowo poznany chlopak. Znaleźlismy wspolny język, choc głownie rozmawialismy o mojej mgr, on bronil sie 2 lata wczesniej i probowal mi wytlumaczyc, ze to nic strasznego. Z kazdym wypitym drinkiem rozmowa coraz bardziej stawala sie ciekawsza...w koncu zamkneli nam lokal i wylądowalismy u mnie w domu cała ekipą, rozmawialismy, sluchalismy starej muzyki i spiewalismy do rannych godzin..okolo 9 rano towarzystwo sie rozeszlo...A około południa dostałam smsa z pytaniem czy sie spotkamy...przebudzona przeczytalam go i rzucilam telefon na szafke, wieczorem dopiero stwierdzilam, ze wypadaloby odpisac, wiec wymijająco odpisalam, ze jestem wyczerpana wczorajszym wieczorem, ale dziekuje za miła propozycje...
Damian wydał mi sie bardzo tajemniczym facetem, był taki spokojny, tylko sluchał, mało mowil...gustowałam wczesniej w facetach rozrywkowych, zabawnych,nie sadziłam, ze spodoba mi sie ktos taki jak on..jeszcze wtedy nie wiedzialam, ze sie w nim zakocham...
 

 
Dziś obudził mnie krzyk mamy: wstawaj! bierz się za porządki w domu! Podniosłam głowe i poczułam straszny ból...co za kac!! Wczorajszy wieczor zapowiadal się jak każdy, książka lub gg, ale...nagle zadzwonił telefon, przyjechała kumpela, której nie widziałam prawie rok i pyta czy mam ochote na piwo, myślę sobie czemu nie...Lece do niej tak jak stoje, czyli kiecka do tego skarpety i japonki wsiadłysmy w auto i jedziemy do pobliskiej miejscowosci do sklepu, po drodze wpadłysmy na genialny pomysł odwiedzenia naszego znajomego, który przyjechal sie powczasować, dzwonił juz do nas od dwoch dni, wiec...czemu by go nie odwiedzic akurat teraz... Nie wiele myslac, dzwonimy do niego,a on uradowany serdecznie nas zaprosił. Powitanie skończyło się tym, że spędziłam noc na hmm...puszczaniu pawia. Daaawno się tak nie załatwiłam, choc przyznam, ze za czasów studenckich zdarzały sie takie wpadki, ale musiałam wtedy duuuzo wypic, a teraz wypilam tylko 3 drineczki, tylko kazdy inny i z pokaźną ilością alkoholu, tak więc cały dzień mam dziś do dupy, chodzę z kąta w kąt, wypiłam wode z ogórków i udaję ze sprzątam. Po takich dniach mówię zawsze, ze więcej pić nie będę, więc,by dotrzymać tradycji oświadczam, iż: nie będę pić!
 

 
Dzień zaczął się jak każdy inny, zresztą ostatnie dni są do siebie podobne...cieszą mnie tylko te w których przyjeżdza Damian, ale dlaczego jest ich tak mało...siedze na jakimś odludziu, widoki owszem piękne... jezioro, morze, las...ale czuję się tu jak w potrzasku. Milion mysli kłębi się w głowie i zaczynam wariować...nie chce tego, mam dość tej ciszy, kiedyś za nią tęskniłam, ale w tej chwili potrzebuje czegoś dzięki czemu znowu zacznę się uśmiechać...
 

 
Hmmm...od czego by tu zacząć? szczerze to nie mam jak na razie co robić z czasem...trzy miesiące temu obronilam prace magisterską, poźniej były wakacje (bez dwóch tygodni)od wrzesnia mialam zacząć prace, ale niestety w ostatniej chwili okazało się ze niestety nie bedzie to mozliwe, od pazdziernika mam zacząc gdzie indziej, mam dwie alternatywy..zobaczymy z której uda mi sie skorzystac. Nie mogę sie juz doczekac, bardziej z tego zwgledu, ze wyprowadze sie od rodzicow, bo trzy miesiace pod jednym dachem to stanowczo za długo, jeszcze czeka mnie szukanie mieszkania..ech...ale najwazniejsze to to, ze mam nadzieje,ze są to zmiany na lepsze...
Zaczynam nowy etap w życiu...koniec studiów, nowa praca, koniec 8-letniego związku, nowy związek...nadzieja na lepsze jutro...
  • awatar Gość: i powodzenia na nowym etapie ;)
  • awatar Gość: witamy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›